Error decoding the Instagram API json
Strona głównaKrajeW poszukiwaniu rokitnika, czyli co zobaczyć na Rugii?

W poszukiwaniu rokitnika, czyli co zobaczyć na Rugii?

Rugia – co zobaczyć? Informacje praktyczne

Rugia nie jest tak popularna wśród polskich turystów jak niemiecka część Uznamu, ale zdecydowanie warto ją odwiedzić. Tu też zobaczymy piękną, nadmorską, kurortową zabudowę, zjemy fiszbułę i pojeździmy na rowerach, ale mam wrażenie, że widoki i przyroda przebijają te z Uznamu. Szczególnie w Narodowym Parku Jasmund, gdzie olśniewająca biel kredowych klifów łączy się z granatem morza. No pięknie tu jest 🙂

Rokitnik z bliska. Po polsku – oblepicha
Rokitnik z bliska. Po polsku – oblepicha

Nie znajdziecie na Rugii tętniących życiem, dużych miast. To raczej spokojne, senne miasteczka, w których życie wieczorem zamiera z wyjątkiem kilku knajp położonych bezpośrednio przy nadmorskiej promenadzie. Tu przyjeżdża się odpocząć, spacerować, oddychać i podziwiać przyrodę, a nie biegać od zabytku do zabytku. I pewnie gdzieś tak po tygodniu już nauczylibyśmy się odpoczywać, gdyby nie to, że spędziliśmy tam tylko tydzień 😉 I przez ten tydzień uparcie szukaliśmy krzewów rokitnika! Czy znaleźliśmy? No tak, ostatniego dnia…;) Za to były to ogromne, falujące na wietrze krzewy obsypane owocami! Rokitnik dziko rosnący jest pod ochroną, ale patrzeć można do woli.
Okazało się także, że mieliśmy ograniczony zasięg telefonii komórkowej, a internet po Wi-Fi działał tylko w jednym z miejsc, w których nocowaliśmy. Miało to swoje zalety… zamiast wlepiać się w ekrany telefonów, musieliśmy ze sobą rozmawiać 😉 Ale bywało też utrudnieniem, kiedy nie mogliśmy sprawdzić jakichś informacji o zaplanowanych do obejrzenia atrakcjach. Na szczęście to prawie zupełnie nie przeszkodziło w zwiedzaniu wyspy.

Schaprode – stąd można popłynąć na wyspę bez ruchu samochodowego, czyli Hiddensee
Schaprode – stąd można popłynąć na wyspę bez ruchu samochodowego, czyli Hiddensee

Schaprode
Schaprode

Rugia – co zobaczyć?

Narodowy Park Jasmund – kredowe klify

To niewątpliwie jedno z najpiękniejszych miejsc na wyspie. Wysokie i strome kredowe klify, biała, kamienista plaża i wiekowy las – to wszystko stanowi Park Narodowy Jasmund, a starożytny las bukowy został wpisany w 2011 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wzdłuż morskiego brzegu, grzbietem klifów, prowadzi ścieżka, która jest popularnym miejscem spacerów między centrum Königsstuhl a Sassnitz. To około 8 km cudownej wędrówki lasem z widokiem na morze. I bez zasięgu telefonii komórkowej po drodze 🙂

Centrum Parku Narodowego Königsstuhl to nie tylko punkt orientacyjny i początek lub koniec spaceru. To także multimedialna wystawa geologiczna i przyrodnicza oraz Krzesło Króla – Königsstuhl Kreidefelsen, czyli niesamowita kredowa skała z punktem widokowym. Do muzeum i na Krzesło Króla można wejść za 10 EUR, spacerować po parku można bez opłat.

Königsstuhl Kreidefelsen doskonale widać z kolejnej platformy widokowej po drodze do Sassnitz – Viktoriasicht. Chociaż nie da się ukryć, że do punktu mogą ustawiać się kolejki i żeby zrobić selfika z Krzesłem Króla, trzeba będzie trochę poczekać.

Droga przez las jest bardzo malownicza. Najczęściej idziemy w miarę szerokim traktem, od którego odchodzą ścieżki na skraj klifu. W takich miejscach zdarzają się ławki, ale częściej można trafić na przewrócony pień drzewa. W niektórych miejscach zbudowano drewniane kładki, głównie nad korytami jakichś potoków. Droga prowadzi w górę i w dół, więc odrobina kondycji się przyda. Po drodze są piękne widoki na morze, klify i plażę, na którą co jakiś czas można bezpiecznie zejść. Mniej więcej po 3/4 drogi z Königsstuhl w stronę Sassnitz znajduje się Forum Światowego Dziedzictwa UNESCO. Można tu nie tylko dowiedzieć się więcej o lasach bukowych, ale także odpocząć, zjeść coś i wreszcie skorzystać z toalety 🙂

Niedaleko Sassnitz zbudowano schody w dół, na plażę, którą też warto zobaczyć z bliska. To plaża kamienista, składająca się z małych, wypolerowanych przez wodę kawałków kredy. Spacer jest trochę męczący, bo nogi zapadają się między kamyki, a w dodatku wszystko potem pokryte jest białym pyłem (kreda!), ale plaża przyciąga tłumy poszukiwaczy kamieni z dziurką, bo takie ponoć przynoszą szczęście. Nie zabierajcie kamieni z plaży, tak samo, jak nie zabierajcie muszli. One są potrzebne w tym ekosystemie i powinny tu pozostać.

Piękne klify można też obejrzeć z morza, organizowane są rejsy na pokładach statków wycieczkowych. Dla każdego coś miłego 🙂

Uwaga, do centrum Königsstuhl nie można dojechać prywatnym samochodem. Aby się tam dostać, trzeba skorzystać z komunikacji publicznej, która na Rugii jest całkiem nieźle zorganizowana, chociaż nie jest tania. Autobusy jeżdżą dosyć często, bilety można kupić u kierowcy za gotówkę.

Niestety, choć bardzo się staraliśmy, rokitnika nie znaleźliśmy…

Rugia – nawet stumetrowe klify
Widok na Krzesło Króla

Rugia, ścieżka turystyczna w Narodowym Park Jasmund
Wędrujemy przez Narodowy Park Jasmund

Piękne klify
Piękne klify

Niesamowite wybrzeże
Niesamowite wybrzeże

Widok na morze
Widok na morze

Kawał drogi do morza :)
Kawał drogi do morza 🙂

Niesamowite drzewa
Niesamowite drzewa

Rugia – wąska, kamienista plaża
Plaża jest kamienista

Prora – Kolos z Rugii

Prora w zamyśle Hitlera miała być ogromnym ośrodkiem wypoczynkowym dla niemieckich robotników. Rugia i jej najpiękniejsza plaża była idealnie do tego stworzona. 4,5-kilometrowy budynek hotelowy z restauracjami, kawiarniami, kąpieliskiem dla 20 tysięcy osób. Budowę przerwała wojna, dziś część budynków to ruiny, część wyremontowano i powstały tu apartamenty, hostel, mieszkania i kawiarnie. W jednym z budynków mieści się muzeum – Centrum Dokumentacji Prora (bilety: 6 EUR). Oprócz historii tego miejsca w muzeum możemy dowiedzieć się sporo o nazizmie, narodzie wybranym i propagandzie tamtych czasów. Polecamy z całego serca i muzeum, i spacer po okolicy. Dowiedz się więcej.

Rugia – stara i odnowiona część budynku w kompleksie Prora
Przejście nad morze

Centrum Dokumentacji Prora, Rugia
Centrum Dokumentacji Prora

Sassnitz – U-boot H.M.S. Otus

Ze zrozumiałych względów w U-boocie rokitnika nie było 😉

Brytyjski okręt podwodny H.M.S. Otus stoi w Sassnitz przy nabrzeżu, tuż obok fantazyjnej ścieżki dla pieszych, prowadzącej na wyższy poziom miasta. Można go zwiedzić za 8 EUR (+ 1 EUR za fotografowanie…). Zwodowano go w 1962 roku, a testowano go w znanym nam jeziorze/zatoce morskiej Loch Long. Okręt pływał przez 28 lat, a od 2002 roku otwarto go dla publiczności. Wycieczkę zaczynamy od przedziału torpedowego, potem przesuwamy się wzdłuż kadłuba przez kolejne sekcje okrętu: kabiny sypialne, centrum dowodzenia, maszynownię. Łatwo nie jest, przejścia przez włazy wymagają pewnej sprawności fizycznej 😉 Wszędzie jest ciasno, koje poupychane kolanem, maleńki kambuz – jak tu gotować dla prawie 70 osób?!? Dwa potwornie wielkie silniki, ależ tu musiał być hałas! Jak zwykle zafascynowały nas toalety i prysznice. Podobno jedna osoba miała do dyspozycji raptem 3 l wody dziennie z przeznaczeniem i na konsumpcję, i do mycia! Służba na takim okręcie musiała być naprawdę ciężka.

Rugia – dostępny do zwiedzania okręt podwodny w Saasnitz
H.M.S. Otus stoi przy nabrzeżu w Sassnitz

Zwiedzanie zaczynamy od sekcji torpedowej
Zwiedzanie zaczynamy od sekcji torpedowej

Wędrówka przez okręt wymaga sprawności fizycznej
Wędrówka przez okręt wymaga sprawności fizycznej

Ciasne, ale własne – koje na śródokręciu
Ciasne, ale własne – koje na śródokręciu

Przedział silnikowy. Tu to dopiero są potwory!
Przedział silnikowy. Tu to dopiero są potwory!

Putbus – białe miasto róż

Putbus to miasto róż, nie rokitnika. Ale za to drzewka różane są wszędzie, przed każdym – obowiązkowo na biało pomalowanym – domem. Warto przejść się dookoła placu Circus i podziwiać róże przed XIX-wiecznymi kamienicami. Mają przecudne kolory, są zadbane i poprzycinane i naprawdę spaceruje się wśród nich z przyjemnością. A wszystko to dzięki dekretowi księcia Wilhelma Malte I Putbusa.

Główną atrakcją miasta jest park angielski i pozostałości po pałacu książęcym. Park to stawy, wzgórza, niesamowite starodrzewy i… rezerwat dla jeleni i danieli. Zwierzęta biegają kompletnie luzem, więc żeby je zobaczyć z ulicy lub parku książęcego, trzeba mieć trochę szczęścia.

Właśnie wokół parku książę Wilhelm Malte I Putbus założył w 1810 roku targowisko (za Słownikiem geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich), miasto w stylu neoklasycystycznym z pobielonymi kamienicami, szkołą dla chłopców i teatrem. Tak powstał Putbus, najmłodsze miasto na Rugii (prawa miejskie otrzymał w 1960 r.). I chociaż miasto powstało dzięki księciu, komunistyczne władze powojenne najwyraźniej nie były mu za to wdzięczne, ponieważ nakazały rozbiórkę pałacu jako pozostałości po czasach feudalnych. Do dziś ostały się tylko kolumienki i sala balowa, przekształcona w kościół. Całe szczęście, że nie kazali wyrywać zasadzonych w parku drzew :/

W Putbus jest końcowa stacja parowej kolejki wąskotorowej Wściekły Roland 🙂 Może nie jest to najszybsza komunikacja (pociąg porusza się z prędkością 30 km/h), ale za to na pewno robiąca największe wrażenie. Rolandem można dojechać do Göhren, mijając Binz, Sellin i Baabe, czyli klasyczne nadmorskie kurorty. Bilety od 2,4 EUR na jedną strefę.

Rugia, Putbus – różane drzewka w centrum miasta
Putbus – miasto róż

Róże rosną wszędzie
Róże rosną wszędzie

Rugia co prawda bez rokitnika, ale za to z różami :)
Rugia co prawda bez rokitnika, ale za to z różami 🙂

Rugia – metalowa makieta parku książęcego w Putbus
Makieta parku książęcego

Pozostałości po pałacu
Pozostałości po pałacu

Ładne te kolumienki, ale szkoda, że rozebrano pałac
Ładne te kolumienki, ale szkoda, że rozebrano pałac

Staw w parku
Staw w parku

Główna parkowa aleja
Główna parkowa aleja

I luzem hasające zwierzątka
I luzem hasające zwierzątka

Binz – nadmorski kurort

Jeśli chcecie pooglądać piękną nadmorską drewnianą zabudowę, jedźcie do Binz! To klasyczny kurort, z promenadą i mnóstwem hoteli i pensjonatów oferujących pokoje z balkonami z drewnianymi, rzeźbionymi balustradami. Białe ściany idealnie kontrastują z zielenią przyhotelowych ogródków i drzew, i granatem morza. Na promenadzie – restauracje i sklepy z pamiątkami. No i tłumy ludzi. Binz to też przystań statków wycieczkowych, które cumują do daleko w morze wysuniętego molo. Ruch turystyczny jest tu spory, ale nie ma się co dziwić. Nas zdziwiły tylko dzikie króliki hasające po trawniku między hotelami a plażą 😉

Aha, raczej niełatwo jest znaleźć miejsce do parkowania, a jak już je znajdziecie, to za słoną cenę. Jak to w kurorcie. Rokitnika oczywiście nie było.

Rugia – ażurowa drewniana elewacja domu wczasowego w Binz
Binz jest pełne takiej architektury

I motywów morskich
I motywów morskich

Rugia. Widok z molo w Binz
Rugia. Widok z molo w Binz

Rugia, molo w Seebad Binz
Pomost, miejsce cumowania statków wycieczkowych

Gdzieś w Binz
Gdzieś w Binz

Kap Arkona – słowiański akcent

To tu wreszcie, po tygodniu szukania wszędzie, zobaczyliśmy na żywo krzewy rokitnika! 🙂 Bo skoro można kupić tyle przetworów z rokitnika, to skąd oni go biorą, skoro nigdzie go nie ma?!? W pewnym momencie nabraliśmy podejrzeń, że to wszystko jest robione w Chinach, a my – robieni w balona. Jednak nie, na szczęście znaleźliśmy wreszcie żywe krzewy i teoria z Chinami trochę upadła 😉

Kap Arkona to najbardziej wysunięty na północ fragment wyspy. Przylądek jest o tyle interesujący, że był zamieszkiwany przez Słowian i mieściło się tu miejsce kultu boga Świętowita. Dziś znajduje się tu wioska rybacka, stoją dwie latarnie morskie, pozostałości po grodzie słowiańskim i bunkry marynarki wojennej. Czyli jest co oglądać. A, no i czy wspomniałam o rokitniku? 😉

Jakieś 2 km przed brzegiem morza, jeszcze przed wjazdem do wioski, znajduje się duży parking. Dalej, zmotoryzowany turysto, musisz iść na piechotę lub podjechać autobusem. Ale spacer to dobra opcja, miasteczko jest urocze, po drodze kusi kilka knajpek, elegancko tu bardzo, zadbano o otoczenie, domki kolorowe, z nietypowymi zdobieniami, jak na przykład gliniane jaszczurki i żabki na ścianach. Albo całe osiedle domków pokrytych idealnie przystrzyżoną strzechą. Albo dom kompletnie i całkowicie obrośnięty bluszczem…

Na jedną z latarni morskich można oczywiście wejść (“ale z dołu też wszystko ładnie widać” – zadecydowała psyche ;p), można też obejrzeć postawione u stóp latarni lustra i zobaczyć, jak działa mechanizm tejże latarni. Kawałek dalej są bunkry (czynne w bardzo zabawnych godzinach 12.00-14.00, więc się nie załapaliśmy, bo oglądaliśmy morze), a przy bunkrach – osławiony rokitnik. No i ścieżką można dotrzeć na klify, a wiatr tam głowę chce urwać, bo ma się gdzie rozpędzić.

We wsi można załapać się na fiszbułę, ale niekoniecznie polecamy ostatnią budkę, bo w niej i drogo i niespecjalnie świeżo. Ale jak ktoś głodny, to śmiało, zjedliśmy i wciąż żyjemy 😉

Latarnia morska widziana z drogi
Latarnia morska widziana z drogi

Rugia – duże krzewy rokitnika
Rokitnik! Tak wyglądają krzewy rokitnika 🙂

Dróżka nad morze
Dróżka nad morze

Są i bunkry, niestety zmknięte
Są i bunkry, niestety zamknięte

Rugia – dwie latanie morskie na Kap Arkona
Widok na latarnię morską

Jeden z domków we wsi
Jeden z domków we wsi

Osiedle domków pokrytych strzechami
Osiedle domków pokrytych strzechami

Rambin – browar i sklep

To niepozorne miasteczko słynie z fantastycznych delikatesów z lokalnymi produktami i browaru rzemieślniczego. Kompleks Alte Pommernkate to spory sklep, piekarnia, rybny z fiszbułami, plac zabaw dla dzieci, kawiarnia. Można tu kupić mnóstwo wyrobów z rokitnika (nalewki, dżemy, makarony, musztardę…), wędliny, herbaty i ziółka, sery, ale także produkty przemysłowe – użytkowe i cieszące oko. Po zakupach dobrze jest posilić się fiszbułą i zasiąść przy piwku tuż obok, w budynku browaru. Produkują tam ponad 20 rodzajów piwa. W wyborze ulubionego smaku pomaga zestaw degustacyjny – 4×125 ml za 6 EUR. A żeby było jeszcze łatwiej, smak każdego piwa jest pięknie opisany na etykiecie i podkładce w formie wykresu. Znajdzie się coś dla każdego miłośnika złocistego trunku 🙂 Poznaj nasze wrażenia z browaru.

Dwa zestawy degustacyjne
Dwa zestawy degustacyjne

Baltic stout – w smaku czekolada, trochę kawy, lekko wytrawny. Nam zasmakował bardzo :)
Baltic stout – w smaku czekolada, trochę kawy, lekko wytrawny. Nam zasmakował bardzo 🙂

Rugia – dostępne dla zwiedzających urządzenia browaru
Galeryjka nad barem. Jesteśmy nieco bliżej piwa 🙂

Glowe – miasteczko portowe

To kolejne miejsce na spokojny spacer nad brzegiem morza. Małe, senne miasteczko, bardziej przystań żeglarska niż kurort, ale z ładnie urządzoną promenadą i kilkoma knajpkami. A w porcie jachtowym – wieża widokowa. Tylko wieje tam jak w… kieleckiem, więc pamiętajcie o zabezpieczeniu luźnych części garderoby 😉

Plaża w Glowe
Plaża w Glowe

Glowe
Glowe, Rugia

Port w Glowe
Port w Glowe

W porcie w Glowe
W porcie w Glowe

Rugia – port jachtowy i rybacki w Glowe
Port w Glowe z wieży widokowej

Stralsund – nie można ominąć

Stralsund to wrota na Rugię. Nie da się go ominąć, a warto się w nim zatrzymać i zajrzeć do Muzeum Morskiego (urządzonego w dawnym kościele!), Oceanarium i wejść na pokład żaglowca Gorch Fock. Centrum miasteczka do złudzenia przypomina inne hanzeatyckie miasta. Podczas spaceru koniecznie zajrzyjcie na rynek z ażurowymi ścianami ratusza i przespacerujcie się wzdłuż murów obronnych. Warto też zajrzeć do jednej z wielu knajpek na rybkę 🙂 Przeczytaj więcej o zwiedzaniu Stralsundu.

Atrakcyjne przejścia pod ratuszem ;)
Atrakcyjne przejścia pod ratuszem 😉

Rugia, Sassnitz – żaglowiec muzealny Gorch Fock
Gorch Fock prezentuje się naprawdę zacnie!

Są też modele zwierząt, podobnie jak w Oceanarium
Są też modele zwierząt, podobnie jak w Oceanarium

Rugia – informacje praktyczne

Gdzie to jest?

Nasze miejsca na Rugii

Koniecznie trzeba zobaczyć piękne klify w Narodowym Parku Jasmund i muzeum w Prorze.

Jak się poruszać?

Na wyspę prowadzą ze Stralsundu dwa mosty. Jeden z nich to ruch lokalny, drugi – droga szybkiego ruchu, która niestety w godzinach szczytu potrafi być zakorkowana. Trzeba pamiętać, że niemal wszędzie na wyspie parkingi są płatne. Należy w automacie (mówiącym tylko po niemiecku) pobrać bilet parkingowy i zapłacić gotówką. Rzadko kiedy zdarzają się parkingi z obsługą, takie najczęściej bywają w miejscowościach, z których odpływają promy na inne okoliczne wyspy (np. na Hiddensee, na której ruch samochodowy nie istnieje).

Wyspę można zwiedzać rowerem, chociaż nie wszędzie są drogi dla rowerów i często trzeba jechać po zwykłych, dość wąskich drogach samochodowych. Kierowcy osobówek raczej uważają na rowerzystów, ale autobusów to już bym się bała, bo spychają do rowów wszystko na swojej drodze i nie zwalniają. Auta częściowo w rowie, czekające, aż minie je autobus jadący z przeciwka to powszechny widok.

Sieć autobusowa jest dość rozwinięta, chociaż nie zawsze rozkłady jazdy były dla nas jasne, natomiast bilety nie są tanie. Przejazd z Sassnitz do Königsstuhl kosztował 2,2 EUR od osoby (wrzesień 2020 r.).

Po wyspie można też przemieszczać się pociągiem, ale nie korzystaliśmy. Istnieje także kolejka wąskotorowa zwana Szalony Roland. Jest ciągnięta przez parowóz i rozwija zawrotną prędkość 30 km/h, a jeździ z Putbus przez Binz, Sellin, Baabe do Göhren.

Putbus
Putbus

Nieczynne molo w Sassnitz
Molo w Sassnitz

Gdzie spać?

Wyspa żyje z turystyki, więc kto żyw, ma w swoim domu wydzielone apartamenty dla gości. Nie brak też klasycznych pokoi hotelowych. Niestety, na portalach typu Booking.com czy Airbnb.com ogłasza się niewiele obiektów. Trzeba uważać na dodatkowe opłaty, o których czasami dowiadujemy się dopiero podczas meldowania się: opłata klimatyczna czy końcowe sprzątanie. Aha, no i często okazuje się, że Niemcy mówią wyłącznie po niemiecku 😉 Natomiast wszyscy, z którymi się spotkaliśmy, bardzo starali się z nami dogadać i rozwiązać nasze ewentualne problemy. A w razie czego słownik Google naprawdę pomaga 😉

Jak płacić?

Gotówką (w EUR, rzecz jasna). Zapomnij o karcie bankowej, bo możesz jej użyć właściwie wyłącznie w supermarketach spożywczych. Za nocleg, za obiad w restauracji czy za bilet na zwiedzanie nie zapłacisz kartą, bo nikt jej nie chce przyjąć. Być może mają wysokie prowizje i zwyczajnie im się to nie opłaca, natomiast rzeczywiście na drzwiach do lokali nie ma naklejek kart, więc przynajmniej nie oszukują jak Portugalczycy 😉 W automatach parkingowych wyłącznie gotówka i to w monetach. Znaleźliśmy dosłownie kilka miejsc na wyspie, w których przyjmowali kartę, był to ALDI, REWE i jedna restauracja w Sassnitz – Kutterfisch.

Kamienie kredowe z dziurkami można też kupić w Sassnitz
Kamienie kredowe z dziurkami można też kupić w Sassnitz

Co i gdzie jeść?

Ryby, rzecz jasna 🙂 Rugia rybami stoi, można je kupić wszędzie. Najpopularniejsze to: ryba maślana, śledź, łosoś, halibut, węgorz, czarniak, makrela czy dorsz. Jest w czym wybierać 🙂 Ryby przyrządzane są na wiele sposobów: smażone, wędzone, marynowane. Podawane w restauracji z ziemniakami i dodatkami, w soljance (zupa rybna) albo na ulicy w bułce (fiszbuła rządzi!). Ceny są różne, od 2 EUR za najtańszą fiszbułę (raczej to będzie 3,5-4,5 EUR), do ponad 20 EUR za obiad. Oczywiście restauracje oferują nie tylko ryby, są jakieś sznycle, wursty i warzywa, ale my konsekwentnie przez cały tydzień mieliśmy dość monotonny jadłospis. W każdym razie do żadnego dania nie żałują sosów 😉 Aha, menu jest także tylko po niemiecku, więc słowniki w telefonie (o ile tylko jest zasięg!) bardzo się przydają.

Z czystym sumieniem możemy polecić restaurację Kutterfisch na nabrzeżu w Sassnitz, rybka jest świeża, dodatków nie żałują no i przyjmują karty płatnicze.

Fiszbuła
Fiszbuła

Rugia – danie rybne w restauracj Kutterfisch w Sassnitz
Danie rybne w Kutterfisch

(wrzesień 2020 r.)

Odpowiedz

Skomentuj
Podaj swoje imię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Jak się spotkali? Przypadkiem, jak wszyscy. Jak się zwali? Na co wam ta wiadomość? Skąd przybywali? Z najbliższego miejsca. Dokąd dążyli? Alboż kto wie, dokąd dąży?

Denis Diderot "Kubuś Fatalista i jego pan"

Newsletter

.

Najchętniej czytane