07.12.2019
Strona główna Podróże City break Kurcgalopkiem przez Rotterdam

Kurcgalopkiem przez Rotterdam

Rotterdam to trzeci co do wielkości port świata. Zdecydowanie jest miastem wartym uwagi, nawet jeśli macie do dyspozycji tylko pół dnia. Najciekawsze miejsca są na szczęście blisko siebie, w zasięgu spaceru. Zamiast starych kamienic znajdziecie tu głównie nowoczesną architekturę i dźwigi portowe. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, ma swój niepowtarzalny klimat.

Zaczynamy oczywiście od… hali targowej 😉 Markthal nie jest zbyt piękna z zewnątrz, za to znajduje się w centrum miasta, a pod nią jest przestronny parking (parkingi w Holandii są dosyć drogie, za ok. 4-godzinny postój pod Markthal zapłaciliśmy 10,5 EUR). A w hali są same cuda! 🙂 Na stoiskach znajdują się sery, sery, sery! Ale także wędliny, holenderskie wafle, słodycze, warzywa, owoce, orzechy i przyprawy. Serów i wędlin można oczywiście spróbować przed zakupem. A jeśli zgłodniejecie, w hali jest sporo stoisk z przekąskami oraz restauracji z przekrojem kuchni świata. Jest w czym wybierać, zarówno pod względem smakowym, jak i finansowym. A czy wspomniałam już o serach? 😉 Miękkich, twardych, dojrzewających, białych, żółtych, zielonych, czerwonych, w kropki i z dodatkami, na przykład z kuminem albo z lawendą… Wybór jest tak ogromny, że można dostać oczopląsu! 🙂

Markthal, Dominee Jan Scharpstraat 298, Rotterdam, markthal.nl

Markthal z zewnątrz

Takie piękne ściany są w środku

Tak reklamują się restauracje – można od razu wybrać, co byśmy chcieli zjeść 🙂

Sery, sery, sery ♥

Suche kiełbaski, np. z orzechami. Degustacja na miejscu 🙂

Stoiska z owocami

Rotterdam to niebanalna architektura
Widok z Markthal na wieżowiec zwany Ołówkiem 🙂

Naprzeciwko hali stoi interesujący architektonicznie wieżowiec – Ołówek, czyli Blaaktoren. Jest to budynek mieszkalny, zaprojektowany przez holenderskiego architekta, Pieta Bloma. Ze względu na spiczasty wierzchołek i bryłę przypominającą walec dostał przydomek Ołówek. Ma 61 metrów wysokości i 13 pięter. Przylegają do niego Kubuswoningen, czyli domy-kostki, zaprojektowane przez tego samego architekta. Ciągną się pasażem od Ołówka nad kilkupasmową ulicą do Starego Portu. Większość z nich to po prostu domy mieszkalne, część jest przeznaczona na biura. Jeden z takich domów można zwiedzać (3 EUR). Dzięki temu dowiadujemy się, że są trzypoziomowe: na pierwszym poziomie mieści się kuchnia i salon, na drugim – sypialnia i pracownia, natomiast na najwyższym poziomie jest gorąco i nadaje się on raczej na oranżerię niż na miejsce wypoczynkowe. Bardzo to wszystko efektowne, ale chyba też bardzo niewygodne 🙂

Ołówek, czyli Blaaktoren

Fragment Ołówka

Domy-klocki. Tu naprawdę mieszkają ludzie 😉

Podwórko w pasażu

Wejście do domku udostępnionego do zwiedzania

Kuchnia

I salon

Po przejściu pasażem wśród krzywych domków docieramy do Starego Portu (Oudehaven). Zbudowano go w 1325 roku. Obecnie stoją w nim głównie zabytkowe łodzie należące do Muzeum Morskiego. Jest i architektoniczna perełka, czyli najstarszy holenderski drapacz chmur: Witte Huis. Idziemy dalej wzdłuż Wijnhaven w stronę głównej części Muzeum Morskiego, mijając po drodze apartamenty czy restauracje na łodziach. Dalej jest przystanek taksówek wodnych z mapką punktów, do których można dopłynąć (bilety już od 4 EUR). I ciąg dalszy zabudowań portowych z potężnymi dźwigami. To także część Muzeum Morskiego. Dziś to już tylko atrakcja turystyczna, ale kiedyś był to tętniący życiem port.

Rotterdam to liczne małe i duże porty
Witte Huis, najstarszy holenderski drapacz chmur, przy Oudehaven

Przy wejściu na jedną z łodzi

W Starym Porcie

Na jednej z łodzi

Boatapartment

Kaczki atakują kabestan na boatapartment 😉

Tu zdecydowanie ktoś mieszka 😉

Rotterdam przecinają liczne kanały
Taksówka wodna

Barka pomalowana w ośmiornicę

Dźwigi portowe w okolicach Muzeum Morskiego

Gdzie to jest?

Samochód parkujemy na parkingu podziemnym pod Markthal. Uwaga: w centrum Rotterdamu nie życzą sobie diesli wyprodukowanych przed 31.12.2000 r.

(maj 2018 r.)

2 Komentarze

Odpowiedz

Skomentuj
Podaj swoje imię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

psyche&Wilczy

Jak się spotkali? Przypadkiem, jak wszyscy. Jak się zwali? Na co wam ta wiadomość? Skąd przybywali? Z najbliższego miejsca. Dokąd dążyli? Alboż kto wie, dokąd dąży?

Denis Diderot "Kubuś Fatalista i jego pan"

Najchętniej czytane

Walencja bardzo pozytywnie zaskoczyła nas kulinarnie. Tam po prostu wszystko, czego spróbowaliśmy, było smaczne! Bez względu na to czy jedliśmy w polecanej restauracji, czy...
Zanurkujmy na Gozo Malta to ostatnio coraz modniejszy kierunek wśród nurków. W Egipcie już wszyscy byli, a niektórzy twierdzą, że tam niebezpiecznie. Do Meksyku nieco...
Azory to nie tylko piękne widoki, fantastyczna przyroda i zmienna pogoda. Azory to przede wszystkim jedzenie! I to jakie! 🙂 Zawsze wychodzimy z założenia,...
Nie w każdym przewodniku turystycznym o Gruzji znajdziecie wzmiankę o tym miejscu. Co więcej, nawet w internetowych zestawieniach gruzińskich ciekawostek Chiatura gości niezwykle rzadko....
Festiwal Dobrego Smaku to impreza, na której nas – pierwszych żarłoków Rzeczypospolitej – nie mogło zabraknąć. Impreza jest cykliczna, po poprzednich edycjach nie mogliśmy...